| KSM: Tribute to Nirvana - fotorelacja |
|
 Można by zacząć tak: wieczór 17 listopada upłynął w krakowskim klubie Paranoya pod znakiem grunge’owych brzmień… ale czym tak naprawdę jest ów grunge? ‘Smutni chłopcy z Seattle w flanelowych koszulach’ nie są zbyt wyczerpującą definicją, więc może poprzestańmy na stwierdzeniu: grano Nirvanę. Tę Nirvanę, która dla jednych jest obiektem kultu, a dla innych tylko dowodem, że niewiele różniące się piosenki z czterema akordami na krzyż mają największą szansę na stanie się ponadczasowymi hitami. Osobiście, z całej ‘czwórki seattlowskiej’ zespołu Cobaina słuchałem chyba najmniej – ale mam do nich jakiś sentyment i szacunek, bo tak naprawdę, któż z nas nie zaczynał z nimi swojej przygody z rockową muzyką? Tak więc: grano Nirvanę… …ale na początku trzeba było się nastroić. Koncert rozpoczął się więc z około 40 minutowym opóźnieniem, w czasie którego można było zająć strategiczne pozycje siedząco-stojące oraz zaopatrzyć się w niezbędne zapasy paliwa na barze. Ludzi tymczasem przybywało coraz więcej, a flanelowy tłum pod sceną gęstniał – czas było więc zaczynać i tak też zrobili panowie z Moby Dick & March. Zdecydowany deficyt włosów na scenie nadrobiony został umiejętnościami i zaangażowaniem, zaś wokal Adama Cygana bardzo dobrze sprawdził się w ‘kobejnowskim’ stylu. Niestety, muzykom brakowało czasem trochę zgrania, co poskutkowało raz wcześniejszym zakończeniem utworu – ale biorąc pod uwagę to, że zagrali razem pierwszy raz po długiej przerwie, jest to jak najbardziej zrozumiałe i wypada życzyć tylko jak najszybszego ogrania się w koncertowym wirze. Warto wspomnieć również o znakomitym wykonaniu ‘Rape Me’, w którym kolegów wokalnie wsparł wywołany na scenę Adam Kita – refren na dwa głosy brzmiał bardzo przekonywująco, acz możemy się tylko domyślać, czy skusił on którąś z licznie obecnych na sali niewiast. W drugiej części występu zagrano kompozycje własne zespołu, takie jak ‘Kukiełka’, czy ‘Impresja’.
Â
  Po krótkiej przerwie, którą niektórzy wykorzystali na wyrównanie bilansu substancji smolistych w płucach, na scenę wkroczył zespół o niezwykle przewrotnej nazwie Tourette. Kapela złożona z doświadczonych muzyków, oprócz takich nirvanowskich hitów jak ‘In Bloom’ czy ‘Breed’ zagrała swoje własne kompozycje z niedawno wydanej EP-ki – i żeby nie przedłużać: chłopaki zmietli konkretnie w obu przypadkach, zaś rozgrzana już nieco publika ruszyła w pogo, wykrzykując, że oni też chcieliby się ożenić z Rafałem na zmianę z ‘knows not what it meaaans’.
Â
 Jako ostatni tego wieczoru zagrał Holden i było to zdecydowanie wybuchowe zakończenie koncertu. Energetyczny występ złożony był z zagranych z soczystym, rock ‘n’ rollowym pazurem utworów własnych, jak i pozostawionych na koniec przebojów, czyli ‘Heart-Shaped Box’ i nieśmiertelne ‘Smells Like Teen Spirit’. Z tym ostatnim wiąże się zresztą incydent, którego grzechem byłoby nie opisać: na zakończenie bowiem utworu (jak i całego koncertu) gitarzysta Dawid Marchwicki - który dotąd beztrosko skakał sobie wśród publiki pod sceną – wziął i z rozmachem... rozwalił gitarę. Serce wszystkich widzów, wrażliwych na piękno instrumentu pękło w tym momencie na pół, zaś szczątki wiosła pofrunęły w publikę i natychmiast zostały zebrane niczym relikwie. Po fakcie można już powiedzieć dla uspokojenia, że gitara ponoć była stara, zepsuta i praktycznie bezwartościowa – a sam efekt był zdecydowanie widowiskowy. Acz i tak trochę szkoda..
 Po zakończeniu części muzycznej tradycyjnie odbyło się losowanie nagród – do wygrania były kolejno słuchawki firmy Sennheiser, bilet na Czesława, bilet na Czesława oraz – dla odmiany – bilet na Czesława. Cóż więcej można powiedzieć? Ukłony należą się Krakowskiej Scenie Muzycznej za zorganizowanie znakomitego koncertu, na którym można było się zarówno wybawić, posłuchać dobrej muzyki, jak i przenieść na chwilę do Seattle początku lat 90. Pozostaje mieć nadzieję, że seria ‘Tribute to..’ zawita jeszcze w tamte rejony – być może następnym razem będziemy mieli okazję usłyszeć teksty Layne’a Staleya albo Eddiego Veddera?  Krzysztof Pytlak fot. Aleksandra Dąbrowska |



















Komentarze
Pzdr!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.